pisano o nas – Futbol małopolski

Chcieć to móc…

Złościło nas, że w naszej dzielnicy właściwie nic się nie dzieje, a że kochamy piłkę założyliśmy klub – mówi Marcin Bocheński, prezes nowosądeckich Chruślic. Pojawił się on w głowach kilku działaczy raptem cztery lata temu. Dzisiaj gra w „A” klasie i marzy o czymś więcej. Chruślice to dzielnica Nowego Sącza, właściwie przedmieścia, gdzie rzeczywiście trudno o rozrywkę, ale nie trudno o ludzi z inicjatywą. Bocheńscy, Buźniakowie i inni nie czekali aż coś spadnie im z nieba. Świetnie rozumieli, ze czasy sekretarzy przynoszących w teczkach gotowe rozwiązania minęły. Wzięli sprawy w swoje ręce i na zebraniu założycielskim 4 stycznia 2003 roku powołali do życia stowarzyszenie, a ściśle mówiąc sportowy klub. Początkowo tylko piłkarski, ale już po roku także z sekcją kolarstwa górskiego. Przyjęli czerwono – czarne barwy i zaczęli działać.

Futboliści zaczęli rywalizację oczywiście od samego dołu drabinki czyli od „C” klasy. Pierwszy sezon zakończyli na medalowym, trzecim miejscu. Szczęśliwym zrządzeniem losu, czytaj skutkiem reorganizacji, wystarczyło to jednak by zameldować się o szczebel wyżej, a więc w klasie „B”. Tam zabawili dwa lata, by wiosną tego roku świętować kolejną promocję. Tym razem już do klasy „A”

Radość radością, ale niestety pojawiły się problemy – mówi prezes klubu Marcin Bocheński. – Część piłkarzy dotychczas grających stricte amatorsko, miała nadzieję, że po awansie będą mogli liczyć na choćby symboliczne gratyfikacje. Nie mogliśmy robić im złudzeń, więc skorzystali z ofert zamożniejszych drużyn. Pierwszych parę meczów sromotnie przegraliśmy, ale w końcu udało nam się sklecić skład. Tradycyjnie z zawodników gdzie indziej nie chcianych, choćby w Sandecji, Świniarsku czy Podegrodziu, którzy uzupełnili swoich, osiedlowych, z Chruślic, Sucharskiego, Barskiego. W efekcie zgromadziliśmy 10 punktów, jesteśmy przedostatni, ale nie spadniemy, wiosną będzie tylko lepiej, już wiemy, że wzmocni nas trzech chłopaków ze Świniarska, może jeszcze ktoś.
Optymizmu prezesa ani odrobinę nie mąci fakt, że klub ma bardzo skromniutki budżet. Sześć tysięcy miasta, w porywach kolejne dwa od sponsorów, głównie Nąjducha szefa „Hydrogazu” a prócz seniorów także zespół zdolnych juniorów młodszych, no i wspomnianych kolarzy,

Nie narzekamy i nie załamujemy rąk i nie czekamy aż ktoś nam coś da, kontynuuje prezes. – Sami staramy się coś robić, bo najbardziej irytuje nas, gdy ktoś tylko żąda, a sam nic nie próbuje. Robimy kalendarze, klubowe odznaki, chodzimy, sprzedajemy i jakoś wiążemy koniec z końcem. Mamy trzy lata, marny budżet i gramy w „A” klasie, a inni lata tradycji, sporo więcej w sakiewce i o „A” klasie marzą.

Najbardziej doskwiera nam brak własnego boiska, juniorzy grają w Zawadzie, seniorzy w Piątkowej, płacimy 150 złotych za wynajęcie boiska na mecz. Jeśli uda nam się w Chruślicach dostać plac to pan Najduch obiecuje pomoc w budowie boiska. To nasze największe marzenie. A potem, może w okręgówce uda nam się zagrać. Przecież chcieć to móc – kończy Marcin Bocheński

Warto dodać, że Bocheński jest nie tylko prezesem, ale także trenerem juniorów, jego zastępca w zarządzie, Robert Bużniak prowadzi seniorów, obaj skończyli kursy instruktorskie, by ktoś nie posądził ich o nieprofesjonalne działanie. Ich żony piorą stroje, inni prowadzą stronę internetową, każdy działacz wnosi coś na miarę swoich możliwości. Pokazują że można nawet wbrew logice.

na podstawie:
Futbol Małopolski

komentowanie zablokowane.

|